Kopiowanie zabronione!

kacper.ogg

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 23

*Następnego dnia*

*Oczami Maggie*

Usłyszałam dzwonienie mojego telefonu. Wzięłam go z półki i przejechałam palcem po ekranie. Nie wiedziałam kto dzwoni, bo wyświetlił mi się jakiś numer.
- Słucham.- powiedziałam niepewnym głosem. Kto może do mnie dzwonić? Nie pamiętam, żebym podawała komuś swój numer.
- Hej Maggie, tu Brookes.- jej charakterystyczna melodia głosu przypomniała mi o dziewczynie z klubu.
- Hej!- przywitałam się.- Skąd masz mój numer? Nie pamiętam żebym ci go podawała.- zmarszczyłam czoło. Chyba że byłam zbyt pijana, bo to zapamiętać.

- To chyba najmniej istotne. Poza tym powinnam się domyślić że James mi dał.
- Umm, fakt.- skrzywiłam się słysząc jej poważny głos. Była lekko zdenerwowana, dało się to wyczuć w jej głosie. Domyśliłam się w jakiej sprawie do mnie dzwoni.- Co z Deanem?- spytałam zmartwiona. Jestem cholerną egoistką. Koleś nieźle oberwał od Zayna, a ja nawet nie spytałam Jamesa czy z nim wszystko w porządku. Przejmowałam się tylko sobą, bo w końcu to ja byłam najbardziej poszkodowana. W końcu to ja oberwałam od wkurzonego Zayna.
- Jest trochę poobijany. Kim był ten koleś?- spytała od razu. Westchnęłam. Teraz przez niego muszę się tłumaczyć. Długo szukałam odpowiedzi na jej pytanie, w końcu otworzyłam usta by się odezwać.
- Nikt ważny.- powiedziałam to tak cicho, że ledwo sama to usłyszałam. Co miałam jej niby powiedzieć? To wszytko było tak skomplikowane, ze pewnie i tak by nie zrozumiała.
- Mam rozumieć, że koleś wyciąga cię przed klub i na ciebie krzyczy i nie jest nikim ważnym. Na dodatek pobił kolesia z którym tańczyłaś? Jak chcesz. Nikt ważny.- sarkastycznie powiedziała ostatnie dwa słowa. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam sama w domu, więc nie mogłam liczyć że ktoś otworzy drzwi za mnie. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół, nie przerywając rozmowy z koleżanką.
- To naprawdę nikt ważny. To strasznie skomplikowane by wytłumaczyć.- wyjaśniłam w skrócie. Otwarłam drzwi i zobaczyłam Malika. Skrzywiłam się na jego widok. Wpuściłam go do środka i kontynuowałam rozmowę.- Brookes, odpuść.- dziewczyna westchnęła.
- To nie fair. Chciałabym przynajmniej wiedzieć kim dla ciebie jest.- przerwałam jej.
- Całe życie jest nie fair. Zacznij się przyzwyczajać.- bąknęłam pod nosem. Zayn przeszedł obok mnie i przejechał swoją ręką po mojej tali. Zrobiłam krok w bok, a chłopak się zadziornie uśmiechnął.- Wracając do tej imprezy to trochę za dużo wypiłam. Dużo rzeczy nie powinno się wydarzyć.
- Masz na myśli nasz pocałunek.- zaśmiała się. Jej samopoczucie nagle się zmieniło. Zdziwiło mnie to z jaką łatwością przychodziło jej o tym mówić. Szczerze to byłam trochę zażenowana. Jak najszybciej chciałam skończyć ten temat. Przeczesałam palcami włosy.- Nie wracajmy do tego. Zakład to zakład.
- Masz rację. Muszę już kończyć.- zerknęłam na znudzonego Zayna. Stał oparty o ścianę i mi się przyglądał.
- To do zobaczenia.- pożegnała się entuzjastycznym głosem. Rozłączyłam się i kolejny raz spojrzałam na szatyna.
- Cześć!- odezwał się jako pierwszy.- Mówiłem że przyjdę.- pokiwałam głową.
- Daj mi chwile. Muszę napisać smsa.- powiedziałam z powrotem spoglądając na ekran telefonu. Wystukałam szybko w telefonie wiadomość do Jamesa.

Do: James
Treść: Jak cię spotkam, to skopę ci dupę! ;* xx

Wysłałam wiadomość i schowałam telefon do kieszeni.
Włożyłam trampki i oboje z Zaynem wyszliśmy z domu. Chłopak zbliżył swoją twarz do mojego ucha. Jego oddech obijał się o moją szyję. Przeszedł mnie dziwny dreszcz.
- Miło było cię widzieć przez kilka dni ubraną seksownie.- wyszeptał. Gdy spojrzałam na Zayna zauważyłam jak głupio się szczerzy. Pokręciłam głową z dezaprobata.
- Jeśli ci nie odpowiada mój strój, to zaraz wrócę do domu i sam pójdziesz sobie na tą cholerną kawę.- wysyczałam przez zaciśnięte zęby. O co mu chodzi? Jestem ubrana normalnie. Po swojemu. Różowe rurki, czarna bluzka i vansy. Normalny struj. Jeśli chce spotykać się z seksownie ubraną dziewczyną to niech idzie do swojej Lily. Ona na pewno mu to zapewni. Zayn położył swoją rękę na moich plecach i lekko popchnął do przodu.
- Chodź.- poszłam choć zdążył mnie już wkurzyć. Chciałam zawrócić, ale jednak sobie to darowałam.

Wzięłam łyk kawy. Kątem oka dostrzegłam że szatyn mi się przygląda.
- Patrzysz na mnie, widzę to.- powiedziałam nie podnosząc głowy. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
- To znaczy że nie jest z tobą tak źle.- wyciągnęłam z kieszeni telefon. Spojrzałam na zegarek.
- Spędziłam z tobą aż pół godziny. Mam cię już dość.- położyłam telefon na stoliku i spojrzałam na Mulata. Jego uśmiech tylko nabrał na sile. Naprawdę jest czym się cieszyć.
- Twój najlepiej zagospodarowany czas jak zwykle przy mnie.- zachichotał. Teatralnie przewróciłam oczami, ale mały uśmiech wdarł się na moje usta.
- Och ta twoja skromność.- to było silniejsze ode mnie. Ten głupi uśmiech pojawił się na moich ustach. Chciałam żeby zszedł, ale nie posłuchał. Gdy wypiłam całą kawę zachciało mi się sikać.

*Oczami Zayna*

Maggie poszła do łazienki, a ja zostałem sam. Dopiłem swoją kawę. Telefon Maggie zaczął dzwonić. Za pierwszym razem to zignorowałem, ale za drugim zaczęło mnie to irytować. Jak ktoś nie odbiera, to nie! Trudno to zrozumieć? Sięgnąłem po telefon brunetki. Na wyświetlaczu pojawiło się imię tego idioty, Jamesa. Bez wahanie odebrałem jej telefon.
- Tak trudno zrozumieć że ktoś nie odbiera?- syknąłem do telefonu.
- Daj mi Maggie.- zażądał, co mnie bardzo zirytowało. Ten jego wkurzający głos doprowadzał mnie do szału. Sam fakt, że Maggie spędzała z nim tyle czasu był nie do zniesienia. Koleś wkurzał mnie na każdym kroku. Zaszedł mi za skórę i tak już zostanie.
- Jest ze mną. Nie ma czasu na rozmawianie z takim debilem jak ty. Miło było znowu słyszeć twój irytujący głos. Cześć.- nie czekając na jego reakcje rozłączyłem się i położyłem telefon na swoim miejscu. Szczerze to byłem z siebie dumny. Niech wie że Maggie się ze mną spotkała. Gdy brunetka wróciła do stolika, wzięła swój telefon i poszliśmy na spacer. Zanim dotarliśmy do parku zaatakowały nas fanki. Zrobiłem sobie z nimi kilka zdjęć i podpisałem kilka autografów. Maggie w tym czasie stała z boku przyglądając się temu wszystkiemu. Później z powrotem ruszyliśmy do parku. Park wyglądał tak jak zwykle. Ludzie przechodzili uliczkami rozmawiając ze sobą.
Dzieci biegały po trawie, a my szliśmy w ciszy. Nasz spacer był krótki. Już po chwili byliśmy pod domem. Powoli szliśmy w stronę wejścia. Maggie dopiero tutaj zaczęła mówić.
- Dean może złożyć na ciebie skargę o pobicie. Masz szczęście że jest tylko trochę poobijany.- skrzywiłem się.
- Mam szczęście?- powtórzyłem.- Powinien o wiele bardziej oberwać!- warknąłem.- Niech sobie składa jakieś głupie skargi. Mam to gdzieś.- wzruszyłem ramionami. Oboje weszliśmy do domu. Maggie oparła się plecami o ścianę i zaczęła dalej mówić.
- To ja musiałam się tłumaczyć, kim był ten koleś który wyciągnął mnie z klubu i pobił kolesia z którym tańczyłam.- powiedziała cicho patrząc w ziemie.
 I co powiedziałaś?- spytałem. Szczerze byłem ciekaw jak Maggie to wytłumaczyła. Zmarszczyłem czoło i spojrzałem na dziewczynę, która chwile wahała się z odpowiedzią.
- Że to nikt ważny.- na kilka sekund podniosła głowę, by sprawdzić moją reakcje. Wzruszyłem ramionami i lekko się skrzywiłem.
- Skoro tak sądzisz.
- A co miałam powiedzieć?! Że to jakiś napalony koleś, który próbuje się do mnie dobrać?!- powiedziała trochę głośniejszym głosem niż poprzednie słowa. Położyłem ręce po obu bokach jej głowy. Patrzyłem na jej twarz. To mnie trochę zabolało i zarazem wkurzyło.
- Właśnie tak miałaś powiedzieć.- syknąłem. Moja twarz była kilka centymetrów od jej. Wpatrywałem się w jej zagubione tęczówki. Brunetka nie wiedziała gdzie podziać wzrok. Chyba zaczęła żałować swoich słów.- Dobrze wiedzieć co o mnie myślisz.- dziewczyna głośno przełknęła ślinę. Odsunąłem się od niej i skierowałem do wyjścia. Bez wahania otwarłem drzwi.
- Zaczekaj. Zayn!- wyszedłem z domu i trzasnąłem drzwiami. Przecież nie o to mi chodzi? Dlaczego w ogóle tak pomyślała? Pierwszy raz to nie ja przegiąłem. Jej słowa… po prostu mnie zabolały.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Aww Zayn i Maggie. xD Uwielbiam ich. Piszcie co sądzicie o rozdziale. ;3

Dodawajcie się do obserwatorów, komentujcie, czytajcie, krytykujcie itp. ;P

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 22

Ten jakże cudowny rozdział dedykuje Nathalie Parsons. Dziękuje za te miłe, długie komentarze. Mam nadzieje że rozdział ci się spodoba. Miłego czytania. ;3

*Oczami Maggie*

Głowa pęka! Położyłam poduszkę na głowie i umierałam w spokoju. Cały czas z dołu dochodziły jakieś dźwięki.
Modliłam się aby mama i Josh poszli do pracy, albo gdziekolwiek. Byle by była cisza w domu. Nie miałam pojęcia która godzina, ale gdy usłyszałam czyjeś kroki na schodach mogłam się domyślić że idą po mnie. Miałam racje, mama weszła do mojego pokoju.
- Kochanie jest przed pierwszą.- oznajmiła wchodząc w głąb pokoju.- Alex zaprosił nas na rodzinny obiad. Zależało mi żebyś przyszła. Ubierz się w coś ładnego.- chciałam wujka za to udusić. Umieram, a on zaprosił nas na jakiś głupi obiad.
- Dajcie mi trochę czasu.- szepnęłam. Mama bez słowa opuściła pokój. Z grymasem na twarzy wstałam z łóżka. Wzięłam prysznic i poszłam się w coś ubrać. Dzisiaj nie było mowy o szpilkach. Włożyłam sukienkę i baleriny. Wyszłam z pokoju i poszłam na dół. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to wzięłam jakieś proszki na ból głowy.
- Wyglądasz okropnie.- oznajmiła mama stojąca przy blacie kuchennym. Josh stojący obok niej tylko się uśmiechnął.
- Carren, odpuść. Dziewczyna wreszcie poszła na jakąś imprezę. W końcu się zabawiła.- przeszłam obok nich. Poklepałam Josha po ramieniu.
- Dzięki Josh.- bąknęłam pod nosem.- Obiad jest u wujka w domu?- spytałam.
- W restauracji.- odpowiedział Josh. Uśmiechnęłam się, ale zaraz mój uśmiech znikł. Obróciłam się tyłem do mamy i Josha. Nie chciałam żeby widzieli mojej miny. Wujek domyślił się że zakochałam się w Maliku. Cholera. Od naszej rozmowy przez telefon nie widziałam się z nim. Oby o nic nie pytał. Nie chce żeby mama, albo Josh się o tym dowiedzieli. Nie chce żeby ktokolwiek wiedział o moich uczuciach.

Podeszłam do wujka i mocno go przytuliłam. Dawno go nie widziałam. Już zdążyłam za nim zatęsknić.
- Co u ciebie Maggie?- znacząco na mnie spojrzał. Doskonale wiedziałam o co pyta. O Zayna. Wzruszyłam ramionami.
- Po staremu.- odpowiedziała krótko i usiadłam przy stole. Wszyscy poszli za moim śladem i usiedli na swoich miejscach. Josh spojrzał na zegarek, a następnie w stronę wejścia do restauracji.
- Nareszcie.- bąknął pod nosem. Zmarszczyłam czoło i obróciłam głowę w tym samym kierunku co on. Cóż dlaczego mnie nie dziwi że zaprosili Malika? Prychnęłam i spojrzałam w stronę wujka, który się głupio uśmiechał. Próbował to jakoś ukryć, ale ja to zauważyłam. Odwróciłam wzrok z wujka i patrzyłam na swoje palce. Oparłam się o krzesło i  skrzyżowałam ręce na piersiach. Gdy Zayn zajął miejsce obok mnie skrzywiłam się. Spojrzałam na chłopaka, który wyglądał koszmarnie. Podobnie jak ja.

- Sorry za spóźnienie.- przeprosił. Nasze oczy się spotkały. Szybko jednak oboje odwróciliśmy wzrok.
- Zayn, ty też byłeś w tym klubie co Maggie? Oboje wyglądacie… brak słów.- spytała mama. Mulat przez chwile zastanawiał się nad odpowiedzią, w końcu jednak odpowiedział na jej uwagę.
- Zbieg okoliczności.- odpowiedział patrząc na moją mamę.
- To musi być jakiś świetny klub, bo po waszym wyglądzie…- przerwałam jej.
- Mamo daj już spokój.- poprosiłam. Spojrzałam na rozbawionego wujka i posłałam mu wściekłe spojrzenie. Po wczorajszym teatrzyku wykonanym przez Malika nie chciałam z nim gadać. Nadal jestem na niego wściekła. Mama, Josh i wujek pochłonęli się rozmowie. Uniosłam kieliszek z winem do ust. Strasznie się chciałam napić. Głowa mi pękała i na dodatek ta cała sytuacja z Mulatem.
- Ty pijesz?- spytał kpiąco Zayn. Spojrzałam na niego i uniosłam jedną brew. Napiłam się wina i odłożyłam kieliszek na miejsce.- Myślałem że po wczorajszym sobie darujesz.
- Nie widać? Właśnie szukam jakiegoś chłopaka, któremu będziesz mógł przywalić.- powiedziałam wkurzonym głosem teatralnie się rozglądając. Resztę tego głupiego obiadu ani ja, ani Zayn nie odzywaliśmy się. Mama zaczęła rozmawiać z wujkiem na mój temat, co było dość dziwne.
- Maggie, ma jakiegoś wielbiciela.- oznajmiła uśmiechając się.
- Nie dziwie się, w końcu jest śliczną dziewczyną. Po czym wnioskujesz że ma wielbiciela?- dopytywał wujek. Robił to specjalnie.
- Dostała od niego piękne róże. Nie chce mi powiedzieć kim jest ten chłopak. Powiedziała tylko że to jakiś idiota.- uśmiechnęła się mama. Na moich policzkach pojawiły się czerwone wypieki, które za wszelką cenę próbowałam ukryć.
- Może nie jest zainteresowana tym idiotą.- podkreślił ostatnie słowo obojętnym głosem Malik.
- No właśnie.- zgodził się wujek. Mama zaczęła kontynuować pogrążanie mnie we własnych oczach.
- Nie sądzę. Inaczej by się zachowywała.- posłała mi niewinny uśmiech, a ja kątem oka dostrzegałam że Malik się uśmiecha. Jednak zastawił ręką usta by nikt tego nie dostrzegł.
- Miło by było gdybyś zauważyła że tu jestem.- skrzywiłam się mówiąc do mamy. Telefon Zayna zaczął dzwonić. Chłopak wyciągnął go z kieszenie i spojrzał na wyświetlacz.

*Oczami Zayna*

Przejechałem palcem po wyświetlaczu i przyłożyłem urządzenie do ucha. Dzwoniła Lily, więc musiałem odebrać. Może potrzebowała mojej pomocy.

- Co jest?- spytałem od razu bez chwili zastanowienia.
- Źle się czuję, przyjedziesz?- ciężko westchnąłem.
- Jasne, zaraz będę.- odpowiedziałem i się rozłączyłem. Nie mogłem jej odmówić. W końcu sam kazałem jej do siebie dzwonić gdyby coś się działo. Ojciec wpatrywał się we mnie swoimi wszystko wiedzącymi oczami.
- Coś się stało?- spytał marszcząc czoło.
- Lily źle się czuje i chce żebym do niej przyjechał. Chyba jest chora.- nie chciałem mówić jeszcze ojcu o jej ciąży. Sam przecież nie miałem żadnej pewności. Kątem oka dostrzegłem że Maggie się skrzywiła. Widać że chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymywała. Wstałem od stołu. Gdy już miałem odchodzić ojciec się odezwał tym samym mnie zatrzymując.
- Zayn, jak będziesz od niej wracał to przyjedź do nas.- pokiwałem głową i poszedłem do samochodu.

Bez pukania wszedłem do domu Lily. Przeszedłem przez korytarz wypatrując brunetki.
- Tu jestem.- odezwał się jej głos. Ruszyłem w stronę dochodzącego głosu. Stała w salonie. W ręku trzymała szklankę wody. Przeczesałem palcami włosy. Dziewczyna była ubrana w czarny prześwitujący ‘’szlafrok’’. Było widać że pod spodem ma tylko czarną bieliznę. Spojrzałem na twarz dziewczyny.
- Co ci jest?- spytałem podchodząc bliżej.
- Siadaj.- wskazała na sofę. Usiadłem i czekałem na jakieś wyjaśnienia. Lily od razu usiadła obok mnie nie zostawiając pomiędzy nam żadnej przestrzeni. Położyła swoje ręce na moim udzie.- Strasznie się źle poczułam, ale już mi lepiej.- delikatnie się uśmiechnęła.- Umówiłam się na wizytę u lekarza.
- Mam iść z tobą?- spytałem. Dziewczyna pokręciła głową.
- Dam sobie radę sama. Jestem już duża.- zaśmiała się. Brunetka usiadła bokiem. Jedną z rąk przeniosła na mój tors. Lily oparła swoją głowę na moim ramieniu. Zaczęła delikatnie jeździć swoją nogą po mojej łydce. Zmarszczyłem czoło. Odsunąłem się trochę od dziewczyny i również usiadłem bokiem.
- Czyli dobrze się już czujesz?- niech nie robi ze mnie debila! Wiem że wcale źle się nie poczuła to był tylko pretekst bym do niej przyjechał. Ciężko westchnąłem. Gdy brunetka znowu się przysunęła, stanąłem na równe nogi. Dziewczyna powtórzyła mój ruch.
- Bardzo ci dziękuje że przyjechałeś.- zrobiła krok w moją stronę, a następnie mnie przytuliła.
- W końcu sam zaoferowałem ci pomoc.- bąknąłem pod nosem. Zacząłem już tego żałować. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała mi w oczy.
- I za to ci dziękuje.- uśmiechnęła się. Zbliżyła swoją twarz do mojej, ale zrobiłem krok do tyłu. Co ona do cholerny sobie myśli?! Ruszyłem w stronę wyjścia w ostatniej chwili się zatrzymałem. Obróciłem się na pięcie i spojrzałem na brunetkę.
- Lily, przestań próbować.- upomniałem ją.
- Nie mam zamiaru, Zayn.- szepnęła. Nie zwracając na nią uwagi opuściłem jej dom i poszedłem do auta. Niepotrzebnie tu właściwie przyjechałem. Tylko straciłem czas.

Skoro ojciec kazał mi przyjechać to bez pukanie wszedłem do środka domu. Wkurzony poszedłem w kierunku salonu. Był tam sam ojciec.
- Carren! Maggie!- zawołał je, a ja usiadłem na kanapie.- I co w porządku z Lily?- spytał. Prychnąłem.
- Straciłem tylko niepotrzebnie czas. Wcale się źle nie czuła. Miała jeszcze dużo siły na jakieś głupie podchody. Oferujesz komuś pomoc, a ta osoba to wykorzystuje.- byłem naprawdę wściekły.
- Cóż za odkrycie.– zaśmiała się sztucznie Maggie. Jest na mnie zła chociaż to ja powinienem być na nią.
- Dziwisz się jej? Jeszcze do niedawna chciałeś się z nią ożenić.- przypomniał mi ojciec.
- Ale już nie chce. Po co miałem tu przyjechać?- spytałem zniecierpliwiony.
- Mam dla was propozycje. Jedziemy z Carren do domku nad jezioro, pomyślałem że wam też przyda się odpoczynek.- wyjaśnił ojciec. Spojrzałem na Maggie. Brunetka wzruszyła ramionami.
- Zastanowię się.- powiedziała, a następnie wstała i wyszła.
- Nie wiem czy będę miała czas. Dam znać jak coś.- oznajmiłem. Gdyby Maggie jechała, ja na pewno zrobił bym to samo. To zależy od niej.- To wszystko?- spytałem. Ojciec pokiwał głową. Również wstałem i poszedłem w ślad za brunetką. Tak jak myślałem poszła do swojego pokoju. Wszedłem do środka, chociaż mi na to nie pozwoliła. Podszedłem do stojącej na środku pokoju Maggie.
- Chyba musimy sobie coś wyjaśnić.- zacząłem. Dziewczyna od razu zaczęła mówić.
- Jesteś cholernym debilem.- stwierdziła.- Nikt ci nie kazał od razu bić tego chłopaka.
- Masz racje miałem mu pozwolić żeby cię dotykał.- skrzywiłem się na samo wspomnienie wczorajszego wieczoru. Powinien jeszcze mocniej ode mnie dostać. Należało mu się.
- Skąd wiesz że tego nie chciałam?- spytała ściszonym głosem.

- A chciałaś?!- syknąłem. Nie odpowiedziała.- No właśnie.- chwyciłem jej dłoń.- Nie zrezygnuje z ciebie i żaden dupek nie będzie cię dotykał, rozumiesz?- dziewczyna spuściła wzrok na nasze splecione palce. Chciałem zmienić temat. Nie chciałem gadać już o wczorajszym dniu.- Ślicznie wyglądasz w tej sukience.- uśmiechnąłem się. Brunetka spojrzała na mnie i minimalnie się uśmiechnęła.- To co jedziemy nad to jezioro?- spytałem z nadzieją w głosie.
- My?- uniosła jedną brew.
- Jeśli nie pojedziesz, to ja też nigdzie się nie wybieram. Muszę ci dotrzymać towarzystwa.- zachichotałem.
- Lepiej dotrzymaj je Lily. Ona strasznie by tego chciała.
- Zazdrosna?- cwaniacko się uśmiechnąłem.
- O ciebie?- sztucznie się zaśmiała.- Wcale.
- Nadal jesteś na mnie zła?
- A powinnam?- odpowiedziała pytaniem.
- Skoro nie jesteś, to chodź ze mną jutro na spacer i kawę.- chciałem spędzić z nią więcej czasu. Chciałem żeby wreszcie się do mnie przekonała.
- Nie.- odpowiedziała bez namysłu.
- Świetnie, przyjdę po ciebie.- zachichotałem. Puściłem jej palce i ruszyłem w stronę drzwi.- To do jutra. Powiem ojcu że jedziemy z nimi nad to jezioro.- nie udało jej się ukryć małego uśmiechu na twarzy. Wyszedłem z jej pokoju. Teraz mój humor zdecydowanie się poprawił.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Aww Zayn. *_* Jak ja uwielbiam pisać to opowiadanie. Dzisiaj pisząc je szczerzyłam się do ekranu jak głupia. xD Ten rozdział jest takie strasznie długi, że udało się dodać aż 4 zdjęcia. Jaram się. ;P Dodawajcie się do obserwatorów, komentujcie, krytykujcie, odpowiadajcie na pytania z ankiety itp ;3

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA

wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 21

Rozdział dedykuje dwóm osobą. Mianowicie anonimowi, który podsunął mi pomysł i Natalii. Miałam kiedyś napisać rozdział z dedykacją dla ciebie. Zapomniałam oczywiście. xD Miłego czytania i komentowania. ;* ♥


*Oczami Maggie*

James wydzwaniał do mnie od rana. Nie chciałam z nikim rozmawiać, więc nawet jego telefonów nie odbierałam. Gdy jednak zaczęły mnie to irytować w końcu odebrałam.
- James, oskarżę cię o nękanie.- bąknęłam do słuchawki.
- Zabawna jesteś.- usłyszałam jego chichot.- Chciałem ci zaproponować żebyś poszła ze mną do klubu. Idą jeszcze moi znajomi. Miałaś okazję już ich poznać.
- Nie idę.- oznajmiłam, James doskonale wiedział jakie mam zdanie o takich miejscach. Nie przepadam za klubami. Byłam tak kilka razy i nie zamierzałam wracać.
- Idziesz.- bardziej oznajmił niż zaproponował.
- Nie!- powiedziałam stanowczym głosem. Do chłopaka chyba to nie dotarło.
- Przyjdę po ciebie o ósmej. Do zobaczenia!- nim zdążyłam zaprzeczyć, rozłączył się. Idiota. Niech sobie za dużo nie wyobraża. Nie mam zamiaru nigdzie iść. Nie zmusi mnie do tego. Czy trudno zrozumieć że nie mam ochoty na jakieś głupie wyjścia?

Otworzyłam drzwi doskonale wiedząc kogo zobaczę. Nie pomyliłam się. James posłał mi szeroki uśmiech.
- Jeszcze nie ubrana?- zmarszczył brwi.
- Nie.- powiedziałam złośliwie.

- Poczekam na ciebie.- wszedł do środka i oparł się o drzwi.- Na co czekasz?- delikatnie popchnął moją osobę w stronę schodów.- Masz 15 minut.- z grymasem na twarzy poszłam na górę. Nie wiem dlaczego się mu nie postawiłam. Zawsze to robiłam, a on był do tego przyzwyczajony. Powoli otwarłam szafę. Nigdzie mi się nie spieszyło. Przejrzałam ubrania. Nie potrafiłam niczego sensownego wybrać. W końcu jednak się zdecydowałam. Naciągnęłam na nogi czarne skórzane rurki. Na górę włożyłam czarno biały bralet. Było dość chłodno na dworze więc włożyłam czarną skórę i buty na obcasie. To ostatnio mogłam już sobie odpuścić. Nie wiem właściwie dlaczego je ubrałam. Chyba ze względu na to że wszystko do siebie ładnie pasowało. Wyszłam z pokoju i powolnym krokiem zeszłam na dół. James widząc mój strój znowu posłał mi ten swój uśmiech.
- Nie odzywaj się.- posłałam mu złośliwe spojrzenie, a następnie przewróciłam oczami.- Wychodzę!- krzyknęłam przekraczając próg drzwi. Oboje z Jamesem poszliśmy do klubu. Jego znajomi mieli już tam na nas czekać. I tak też było. Gdy zaszliśmy na miejsce powitała nas czarnowłosa Brooke. Zawsze zachwycała mnie jej uroda. Była taka idealna. Jej włosy były idealnie proste, makijaż perfekcyjnie dobrany do jej osoby, a ubrania ukazywały jej wysportowaną sylwetkę. Dziewczyna na powitanie przytuliła mnie do siebie, całując mój policzek. Nie rozumiem Jamesa. Zna tyle ślicznych i sympatycznych  dziewczyn, a jest sam. Cóż jego wybór.
Może czuje że nie są dla niego nikim ważnym. Nie może być przecież z nikim na siłę. Przywitałam się z resztą jego znajomych. Szczerze mówiąc polubiłam tylko Brooke. Z nią najczęściej tylko rozmawiałam. Tamtych dwóch chłopaków praktycznie nie znałam. Średnio czułam się w ich towarzystwie. Nie mówiłam tego Jamesowi, bo jest moim najlepszym przyjacielem. Spędzanie z nim jakiejkolwiek wolnej chwili jest dla mnie czymś wyjątkowym. Poza tym chciałam tych ludzi bardziej poznać. Wszyscy weszliśmy do klubu. Brooke zaczęła ze mną rozmawiać. Od razu poszliśmy usiąść do jednego ze stolików. Jeden z chłopaków, chyba Max poszedł po drinki. Moja rozmowa z Brooke cały czas się kleiła. Było to dla mnie trochę dziwne. Na ogół nie jestem tak otwarta przy ledwo znanych mi osoba. Jednak ona była zupełnie inna. Czułam że mogę jej powiedzieć wszystko. Gdy Max postawił drinki na stole przesunął jeden z nich w moją stronę. Odmówiłam, ale szybko mnie do tego namówili. Przypomniało mi się spotkanie z Zaynem. Bez wahania podniosłam szklankę i wypiłam połowę drinka. Dean zaczął się śmiać.
- Dajcie jej tego więcej.- naszła mnie wielka ochota, by wypić tego cholerstwa litry. Musiałam choć na chwile zapomnieć o Maliku. O wszystkich problemach z nim związanych. James tylko raz wkroczył widząc że Dean podsuwa mi kolejne drinki.
- James, wyluzuj!- zaczęłam się śmiać. Chłopak szybko odpuścił, tym samym pozwalając mi pić dalej. Zresztą sam sobie nie żałował. Całe nasze towarzystwo strasznie się upiło. Tańczyliśmy, piliśmy i oczywiście się wygłupialiśmy. Po kilku godzinach byłam już nieźle wstawiona.
- Pocałujcie się.- wypalił Max w moim kierunku i Brooke. Spojrzałam na dziewczynę i parsknęłam śmiechem.
- Ok.- widziałam radość na jego twarzy gdy usłyszał że się zgodziłam.- Ale ty pocałujesz jego.- wskazałam palcem na Deana. Chłopaki spojrzeli na siebie z grymasem. Już myślałam że odpuszczą, jednak zgodzili się.
- Niech ci będzie.
- Zacznijcie.- odezwała się Brooke zachęcająco. Chłopaki pocałowali się, a następnie szybko od siebie odsunęli. Widząc to kolejny raz parsknęłam śmiechem. Wyglądało to komicznie.
- Co to było?!- wrzasnęłam pomiędzy śmiechem. James i Brooke również zwijali się ze śmiechu.
- Teraz wy.- Dean wskazał na nas palcem. Byłam tak pijana że nie przeszkadzało mi to że pocałuję dziewczynę. Było to nawet zabawne. Obie z Brooke się pocałowałyśmy. To było dziwne doświadczenie, ale wtedy nie miało to najmniejszego znaczenia. Po pocałunku z szatynką, wstałam na równe nogi. Trochę się przy tym kołysałam, ale szybko utrzymałam równowagę.
- Kto idzie ze mną?- spytałam wskazując parkiet. Dean bez wahanie wstał z niewielkiej kanapy. Chwycił moją rękę i oboje poszliśmy w kierunku tańczących osób. Chłopak zbliżył swoją głowę do mojego ucha.
- Jesteś szalona.- szepnął. Zaśmiałam się słysząc jego słowa. Język mu się nieźle plątał.
- To ty całowałeś chłopaka.- uśmiechnął się zadziornie.
- Ale w słusznej sprawie.- wytłumaczył. Gdy stanęliśmy na parkiecie ręce Deana wylądowały na moim tyłku. Gdybym była trzeźwa pewnie oberwałby już dawno w twarz, ale taka też nie byłam. Kolejny raz zachichotałam. Ręce bruneta kleiły się do mojego ciała, a raczej do pośladków. Chłopak bez żadnych zahamowań mnie pocałował. Chciałam nawet to zakończyć, ale chłopak gwałtownie się ode mnie oderwał. Zmarszczyłam czoło i spojrzałam na leżącego na ziemi chłopaka. Obok niego stał chłopak. Spojrzał na mnie, a później na Deana. Kilka razy mu przywalił, a później chwycił moje ramie i wyciągnął mnie na zewnątrz. Próbowałam sobie przypomnieć skąd znam tego kolesia. Gdy uderzyło we mnie chłodne powietrze wszystko do mnie dotarło. Szarpnęłam swoją rękę i zrobiłam kilka kroków do tyłu. To był Zayn.
- Co ty do cholery zrobiłeś?!- warknęłam oburzona jego zachowaniem.- Jakim prawem go uderzyłeś?!- twarz Zayna przypominała wulkan, który lada chwila miał wybuchnąć. Przeczesał palcami włosy.
- Nie będę patrzył jak jakiś ciul cię obmacuje!- tym razem to on na mnie warknął.- Co ty właściwie robisz?! Najpierw całujesz się z tą laską, a później ten koleś!- krzyczał kolejny raz na moją osobę.
- Nie twój pieprzony interes! Śledzisz mnie czy co?!
- Tak się składa że wszystko widziałem, bo przyszedłem z kumplami.- wysyczał przez zaciśnięte zęby. Za swoimi plecami dostrzegłam jego kolegów.
- Odpieprz się ode mnie! Będę robiła co mi się żywnie podoba, a tobie nic do tego!- jego mięśnie się napięły, a szczęka zacisnęła. Jego oczy wypalały w mojej głowie dziurę. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obróciłam się. Była to Brooke i James. Widocznie Max został z Deanem. Dziewczyna podała mi kurtkę, którą zaczęłam na siebie wkładać. Zayn szybkim krokiem ruszył w stronę Jamesa. Nie dobrze! Obróciłam się i także ruszyłam w tamtym kierunku. Malik jednak był szybszy. Popchnął Jamesa na ścianę.

- Jesteś jej przyjacielem, tak?! Czemu doprowadziłeś ją do takiego stanu?! Ledwo się trzyma na nogach. Jakiś typ ją obmacuje, a ty masz to gdzieś!- Zayn chyba jeszcze nigdy nie był tak wściekły. Na jego szyi pojawiła się żyłka. Próbowałam jakoś odsunąć ich od siebie, ale nie potrafiłam. Byłam za słaba. Na szczęście Louis odciągnął Mulata od Jamesa.
- Zamknij się!- warknął w jego kierunku James. To była tylko dodatkowa zaczepka by prawy sierpowy Zayna trafił mojego przyjaciela. Stanęłam między nimi. To było okropne. Oni niemal pożerali się wzrokiem. Czułam że to się źle skończy.  Spojrzałam na Louis, który próbował jakoś go odciągnąć.
- Zabierz go do domu, błagam.- wyszeptałam. Chłopak doskonale to usłyszał. Szarpnął Malika za ramię, a on gwałtownie obrócił się w jego stronę.
- Zostaw mnie! Myślisz że ten debil odprowadzi ją bezpiecznie do domu?!- warknął.
- Ja ją odprowadzę, a wy idźcie.- zaoferował chyba Niall. Szczerze to cholernie w myślach mu dziękowałam. Zayn w końcu odpuścił i pozwolił Niallowi mnie odprowadzić. Gdy wszyscy się rozeszli mogłam z bezpiecznymi myślami iść do domu. Byłam zła na Zayna. Dłuższą chwile szliśmy w ciszy, w końcu jednak postanowiłam się odezwać.
- Dziękuje.- szepnęłam do blondyna.
- Za co?- zdziwił się. Spojrzałam na niego. Jego twarz była taka spokojna i opanowana. Tak jakby przed klubem nic nie zaszło.
- Że nie musiał mnie odprowadzić Zayn.- chłopak się uśmiechnął. Jego uśmiech był taki chłopięcy. Zaczęło mnie ciekawić ile on właściwie ma lat.
- Co właściwie jest między wami?- spytał ni sto ni zowąd. Wzruszyłam ramionami. Zastanowiłam się na odpowiedzią na jego pytanie.
- To chyba największy idiota jakiego poznałam.- patrzyłam na swoje stopy. Próbowałam iść w miarę stabilnie. Pod wpływem alkoholu nie było to takie łatwe jak wydawało się na początku.- Czasami go nienawidzę, a czasami… Sam rozumiesz.- nie chciałam mu mówić że kocham Zayna. To był jednak kolega Zayna, nie mój. Wydawał się taki inny, ale jednak kolega Zayna. Gdy dotarliśmy pod mój dom, mogłam odetchnąć z ulgą  że wreszcie pójdę spać i skończy się ten głupi dzień. Jeszcze raz podziękowałam chłopakowi i poszłam do domu. Było około czwartej nad ranem. Po cichu weszłam do domu i pobiegłam na górę. Schowałam się w swoim pokoju, a następnie położyłam na łóżku. Miałam problemy z zaśnięciem, ale w końcu się udało co było dla mnie zbawieniem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Mega długi rozdział. ;D Mam nadzieje że podoba się mała odmiana zachowania Maggie. ;3

CZYTASZ = KOMENTARZ = MOTYWACJA