Kopiowanie zabronione!

kacper.ogg

środa, 31 lipca 2013

Rozdział 6


*Oczami Zayna*

Obudził mnie ojciec. Powiedział że on i Carren wychodzą i że mam nie wkurzać księżniczka. Żeby mieć spokój powiedziałem że nie będę. Mam już plan co do rozwścieczenia jej. W końcu przychodzą dzisiaj chłopaki. Nie mogę się już doczekać. Włożyłem spodnie i zszedłem na dół. Zrobiłem sobie śniadanie i usiadłam przy stole.
- Ciebie nie stać na ubrania?- usłyszałem za sobą ironiczny głos tej idiotki. Szeroko się uśmiechnąłem.
- Nie potrzebuje, w końcu mam co pokazywać. Nie jak ty. Fałdy z każdej strony. Siłownia się kłania.- jej mina była obojętna. Czyżby stała się odporna na moje docinki? Nie sądzę. Okaże się. dziewczyna opuściła kuchnie i gdzieś poszła. Chyba do siebie nie jestem pewny. Dokończyłem jeść śniadanie, a następnie po sobie ‘’posprzątałem.’’ Wyszedłem z kuchni i poszedłem do swojego pokoju. Trzeba trochę się ogarnąć. Wziąłem świeże ciuchy z szafy i poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic, ubrałem się, ułożyłem włosy i byłem gotowy. Nie miałem co robić, więc zająłem się laptopem. Zacząłem przeglądać różne strony.

*Oczami Maggie*

Usłyszałam że Zayn poszedł do swojego pokoju. Postanowiłam iść na dół. Wzięłam sobie z kuchni jabłko i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor i przez chwile oglądałam. Niestety tylko chwile, bo przerwał mi dzwonek do drzwi. Zayn nie raczył otworzyć, więc ja musiałam. Wstałam i poszłam w kierunku drzwi. Nacisnęłam klamkę i drzwi się uchyliły. Ujrzałam czwórkę chłopaków. Po co oni tu przyszli?- pomyślałam. No tak Zayn. Stałam i się na nich patrzyłam.
- Cześć! Jest Zayn?- zapytał jeden z nich. Postanowiłam udawać głupią.
- Jaki Zayn? Nie znam żadnego Zayna.- mniej więcej byłam przekonująca. Poczułam czyjeś ręce na biodrach.
- Po naszej wczorajszej nocy chyba zapomniałaś jak się nazywam, kotku. Nie dziwie ci się.- usłyszałam przy uchu głos Zayna.
- Zabieraj łapy debilu.- warknęłam.- Myślałam że nazywasz się Zack.- obróciłam się przodem do mulata. Wrednie się uśmiechnęłam i go minęłam. Cholerny Malik. Weszłam do kuchni i wyciągnęłam z szafki szklankę. Chciałam sobie nalać wody, ale mój telefon zasygnalizował że dostałam smsa.Wyciągnęłam go z kieszeni i weszłam w treść wiadomości.

Wlałam sobie do szklanki wody i się napiłam. Ciężko westchnęłam. Do kuchni wszedł Malik i jeden z jego kolegów. Głupi Zayn jak zwykle się cieszył.
- Co to ma być?- spytałam z pretensjami w głosie. Zayn spojrzał na mnie i uniósł jedną brew do góry.

- O co ci chodzi? Znowu masz jakiś problem z sobą?
- Raczej to ty masz z sobą. Robisz sobie co chcesz, a to nie twój dom!- krzyknęłam.- Lepiej się pilnuj nad tym jeziorem żeby ktoś cię przypadkiem nie utopił.- warknęłam. Chciałam wyjść z kuchni, ale Malik zagrodził mi przejście.
- Sugerujesz coś? Radziłbym tobie się pilnować.
- Ja nie muszę, a ty wręcz przeciwnie. Mogę pomóc Joshowi cię stąd wywalić. Chyba najwyższy czas się tym zająć. Nadużywasz gościnności.- chłopak się tylko zaśmiał.- Posuń się idiota, bo chce przejść.- Malik jednak nie posłuchał. Byłam strasznie wściekła. Chciałam go rozszarpać. Zastanawiałam się co mogę zrobić. Przyszło mi tylko jedno do głowy. Z całej siły nadepnęłam jego nogę. Po jego minie mogłam zobaczyć że zabolało. I o to właśnie chodziło. Szybkim krokiem przeszłam obok Malika.- Mówiłam żebyś się przesunął.- weszłam już do salonu, kiedy chwycił mnie za rękę. Obróciłam się w jego stronę. Podniósł rękę żeby mnie uderzyć, jednak chłopak który był w kuchni go powstrzymał.
- Liam zostaw mnie. Nie wtrącaj się.- warknął Zayn.
- No uderz mnie! Szybciej się ciebie pozbędę!- krzyczałam na niego. Czekałam na jego ruch, jednak on tylko mi się przyglądał. Chłopak był wściekły.
- Zamknij się!- puścił moją rękę.
- Jesteś cholernym debilem!- wrzasnęłam i poszłam na górę. Trzasnęłam głośno drzwiami i usiadłam na łóżku. Jeszcze tak ostro nigdy się z nim nie pokłóciłam. Przebrałam się, poprawiłam włosy i makijaż. Zabrałam torebkę i wyszłam z pokoju. Powoli zeszłam na dół. Malikowi chyba poprawił się humorek, bo słyszałam nawet jego śmiech. Wymieniłam z nim groźne spojrzenia i wyszłam z domu.

*Oczami Zayna*

Księżniczka przegięła. Wyprowadziła mnie z równowagi i prawie ją uderzyłem. Wyobrażam sobie jak ojciec by się po mnie wydzierał. Na pewno wyrzuciłbym mnie z domu, to pewne. Dobrze że jednak Liam mnie powstrzymał.
- Przepraszam was za to wszystko. Kłótnie z tą idiotką to norma.- wyjaśniłem im.
- Ostra laska.- skomentował Harry. Ten tylko o jednym. Przewróciłem oczami.
- To idiotka. Nie pozwoli nawet ci się dotknąć, więc lepiej nie trać czasu.
- Na pewno nie jest taka zła. Jakbyś się z nią nie kłócił to na pewno byłaby inna.- wtrącił Liam.
- Idziemy na miasto? Jestem głodny?- powiedział Niall. Zaśmiałem się.
- Nie znam za dobrze miasta, ale może jakieś ładne dziewczyny wskażą nam drogę.- Harryemu spodobał się mój tok myślenia, bo od razu pokierował się do wyjścia. My oczywiście poszliśmy za nim. Wyszliśmy z domu i poszliśmy… gdzieś. Jakimś cudem udało nam się dojść do jakichś sklepów. Zaczęliśmy szukać czegoś do zjedzenia. Zauważyłem w jednej z kawiarni brunetkę. Dokładnie tą samą z którą kłóciłem się w domu. Od razu się uśmiechnąłem. Siedziała z tym kolesiem na którego wpadła w parku. Oboje cały czas się śmiali. Czas się odegrać księżniczko.- pomyślałem. Zawołałem chłopaków i poszliśmy w kierunku wejścia do kawiarni.

*Oczami Maggie*

James jest strasznie miły i śmieszny. Cały czas śmieje się z jego żartów. Zapomniałam o całej sytuacji w domu. Napiłam się kawy i spojrzałam w kierunku wyjścia. Prawie zadławiłam się kawą. Zobaczyłam Malika idącego do kawiarni.
- Wszystko ok.?- zapytał James.
- Tak, znaczy nie.- odpowiedziałam. Uśmiechnięty Malik spojrzał w moim kierunku i od razu zaczął zmierzać ku naszemu stolikowi. Zmroziłam go wzrokiem.

- Czemu za mną łazisz?- warknęłam. Nie chciałam robić scen.
- Jestem tu przypadkiem. Skoro ty możesz robić mi obciach przy znajomych, to może ja zrobię to samo przy twoich? Co ty na to?- uniósł jedną brew do góry.- Ty jesteś tym kolesiem o którym ciągle mówi Maggie? Coś obiło mi się o uchy. Chyba mówiłaś że ma seksowną nogę, ale tylko jedną.
- Wcale tak nie mówiłam.- odezwałam się spokojnie.
- A ty jesteś…- spytał James.
- Domowym kretynem.- dokończyłam. Zayn zaczął się śmiać.
- Miałaś racje strasznie sepleni.- Wstałam z krzesła i pociągnęłam za sobą Jamesa. Oboje wyszliśmy z kawiarni.
- Nie wież w jego słowa. Wszystko sobie wymyślił żeby mnie wkurzyć. Przepraszam.- chłopak lekko się uśmiechnął.
- Przynajmniej dowiedziałem się że mam seksowną nogę.- po chwili dodał.- Szkoda że nie obie.- oboje parsknęliśmy śmiechem. Zayn to totalny idiota. Cały czas pokazuje to jeszcze bardziej. Spędzony czas z Jamesem był jedyna miłą rzeczą tego dnia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

  1. Wejdźcie do bohaterów, bo dodałam ostatnio Jamesa. Będzie pojawiał się dość często więc zapraszam do zajrzenia.
  2. Dodawajcie się do obserwatorów.
  3. Jak chcecie wiedzieć o nowych rozdziałach to na tej stronie zawsze informuje: Kochanie pisz mi opowiadania
  4. Dziękuje za 5114 wyświetleń na blogu. ;>
  5.                                             CZYTASZ = KOMENTARZ = NOWY ROZDZIAŁ

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 5


*Następny dzień*

Obudziłam się i od razu tego pożałowałam. Z niechęcią wstałam i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i się załamałam. Wyglądałam jak jedna wielka katastrofa. Głowa mi pękała, a oczy miałam podpuchnięte.
- Dziękuje Dan.- szepnęłam i weszłam pod prysznic. Nie spodziewałam się że jest aż takim dupkiem. Widzę że jednak ma coś wspólnego z Zanem. Byłam w niego zapatrzona jak jakaś idiotka, a on co zrobił? Po prostu przy pierwszej lepszej okazji ze mną zerwał? Czyżbym nie spodobała się jego rodzicom? Nie sądzę, to raczej Danowi nie spodobało się to że bardzo dobrze mi się z nimi rozmawiało. Nie rozumiem o co mu chodzi. Kiedyś myślałam że jest chodzącym ideałem, a tak na prawdę jest idiotą. Niczym nie różni się od debilnego Zayna. Westchnęłam na samą myśl że zaraz i z nim będę musiała stawić czoła. Cholerni faceci. Zazdroszczę tylko swojej mamie, że poznała kogoś takiego jak Josh. Nie dość że tak jakby mnie wychowywał, to na dodatek dał dach nad głową. To jemu mogę zawdzięczać to jaka teraz jestem. Gdyby nie on nie chce myśleć kim bym teraz była. Chociaż nawet Josh nie jest do końca idealny. W końcu wziął rozwód z matką Zayna. Zostawił ich. Nie wiem dlaczego, więc nie chce nikogo osądzać. Wyszłam spod prysznica i się ubrałam. Musiałam jakoś ukryć te opuchnięte oczy. Nałożyłam na nie chyba tonę makijażu. Efekt był średni, ale nie było tego aż tak widać. Westchnęłam i wyszłam z pokoju. Mamy i Josha oczywiście nie było. Nie mogę ich obwiniać. W końcu maja pracę i na dodatek przygotowania do ślubu. Bardziej jestem zła na siebie, że nie pomagam im wystarczająco i na dodatek kłócę się z Malikiem. Weszłam do kuchni i wzięłam sobie jabłko. Co dziwne Zayna jeszcze nie było na dole. Cieszyło mnie to ogromnie. Ugryzłam jakubko, kiedy usłyszałam trzask drzwi i jak ktoś schodzi po schodach. Znowu westchnęłam. No to się nacieszyłam samotnością.
- Cześć!- przywitał się mulat wchodząc do kuchni. Zmarszczyłam czoło. Od kiedy on się ze mną wita?

- Co taki dobry humor? Czyżbyś wpadł na genialny pomysł wkurzenia mnie?- zapytałam. Malik zaczął przygotowywać sobie śniadanie.
- Zrozum wreszcie że nie wszystko kręci się wokół ciebie księżniczko. Poza tym mam normalny humor.- zrezygnowana wyszłam z kuchni. Usiadłam na kanapie w salonie. Oczywiście ktoś musiał mi to przerwać. Zadzwonił mój telefon. Z niechęcią spojrzałam na wyświetlacz. Mama. Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam aparat do ucha.
- No.- powiedziałam obojętnym głosem.
- Przyjdź z Zaynem do restauracji.- usłyszałam głos mamy.
- Jest aż takim idiotą że sam nie trafi?- zapytałam.
- Wiesz że nie zna miesta.- kolejny raz tego dnia westchnęłam. Zauważyłam że wyjątkowo często mi się to zdarza.
- Dobra. Na razie.- rozłączyłam się.- Mamy pójść do restauracji.- krzyknęłam do Malika.
- Po co?- spytał.
- Skąd mam wiedzieć. Podejrzewam że chcą żebyśmy im pomogli przy ślubie.

Zamknęłam drzwi i oboje poszliśmy do restauracji. Całą drogę Zayn mnie wkurzał. W parku mogłam się chociaż trochę odprężyć.
- Mógłbyś przestać mnie wkurzać?- warknęłam.
- Wybacz, ale to moja nowa pasja życiowa.- zaśmiał się. Przyśpieszyłam tempo i spojrzałam do tyłu na Malika. On tylko głupio się uśmiechnął. Obróciłam głowę i w tym samym momencie do kogoś dobiłam. Spojrzałam na osobę naprzeciwko.
- Sorry.- powiedzieliśmy jednocześnie i przy okazji jęknęliśmy. Był to chłopak. Musze przyznać że bardzo przystojny. Miał ciemne włosy i brązowe oczy.
- Przepraszam zagapiłem się.- lekko się uśmiechnęłam.
- Nic nie szkodzi. Sama nie patrzyłam przed siebie.- minęłam chłopaka i dołączyłam do Malika. Ten cały czas się szczerzył. W końcu dotarliśmy do restauracji. Josh i mama chcieli żebyśmy im pomogli w kilku rzeczach. Zajęło nam to jakąś godzinę. Później pozwoliła nam iść do domu. Niestety byłam skazana na powrót z Zaynem. Znowu przez Malika wpadłam na kogoś. Okazało się że to ten sam chłopak.
- To znowu ty.- zaczęłam się śmiać.
- To chyba nie przypadek że tak na siebie wpadamy. Oszczędź mi te kolejne razy i daj mi swój numer.- uśmiechnęłam się. Podałam chłopakowi numer i on podał mi swój.- Tak w ogóle jestem James.
- Maggie.

*Oczami Zayna*

Gdy księżniczka kolejny raz wpadła na tego typa, ja rozmawiałem przez telefon. Zadzwonił do mnie Liam.
- To wpadnijcie do mnie wszyscy jutro.- zaproponowałem.
- No dobra. Dawno się nie wiedzieliśmy.- już miałem w głowie widok miny Maggie.
- No dobra, to jesteśmy umówieni. Adres wyśle ci smsem. Na razie.- rozłączyłem się i zauważyłem że księżniczka jeszcze gada z tym kolesiem. No ile można?
- Chodź!- krzyknąłem w jej kierunku. Dziewczyna spojrzała w moim kierunku.
- To już nie moja wina że jesteś idiotą i nie potrafisz do domu trafić.

- Uczę się od ciebie.- cwaniacko się uśmiechnąłem. Dziewczyna ruszyła w moim kierunku. Ona czasami jest naprawdę denerwująca. Po co robi jakieś głupie sceny? Nie można od razu iść? Nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia. Mina Maggie będzie bezcenna.

Wróciliśmy do domu. Wiało nudą dopóki nie wrócił ojciec z Carren.
- Pojedziemy pojutrze nad jezioro. Mam domek nad jeziorem, więc będziemy tam przez dwa dni. Jak będzie fajnie to może na dłużej. Widzę po waszych minach że jesteście szczęśliwi. Będziecie mieli okazje lepiej się poznać i zmienić nastawienie do siebie nawzajem.- już rozumiem po co to wszystko. Ojciec myśli że jak pojedziemy nad głupie jezioro to nagle oboje z księżniczką zrozumiemy że bardzo się lubimy. Rzygać mi się chce na sama myśl.
- Ja nie jadę.- powiedziała jako pierwsza księżniczka.
- Ja też.- odezwałem się.
- Widzę że bardzo chcecie zostać oboje razem. To chyba nie będzie duża różnica? Czy w domu czy nad jeziorem i tak będziecie siedzieć razem.- faktycznie nie robi to żadnej różnicy. Jak my nie pojedziemy to i oni nie pojadą.
- Niech ci będzie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział jest cholernie nudny i krótki. Jakoś nie miałam pomysłu co napisać. Dodawajcie się do obserwatorów i komentować. ;>

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 4


Dzisiaj będą te zakupy. Cieszyłabym się gdyby nie były one z Zaynem. Ubrałam się i zeszłam na dół. Wszyscy już byli na dole.
- Szanowna księżniczka postanowiła ruszyć tyłek. Cieszymy się że jednak postanowiłaś iść z nami.- usłyszałam irytujący głos Zayna. Ciężko westchnęłam.
- Zamknij się idioto. Nie mogę już na ciebie patrzeć.- warknęłam. Mama zmierzyła mnie wzrokiem.
- Mam już po dziurki w nosie waszej dwójki. Non stop tylko się kłócicie. Możecie wreszcie zacząć się zachowywać jak dorośli ludzie?- zapytał podirytowany Josh. Ani ja ani Zayn się nie odezwaliśmy.- Tyle macie do powiedzenia, a na proste pytanie nie potraficie odpowiedzieć.- sytuacja zaczęła nieźle irytować mojego ojczyma. Cała nasza czwórka poszła do auta. Połowę drogi do galerii panowała napięta atmosfera. W końcu Josh postanowił pogorszyć sprawę.
- Gdzie wasza dwójka była wczoraj wieczorem? Wyraźnie zabroniłem ci Zayn zbliżać się do Maggie.- Josh zatrzymał się na poboczu i obrócił się w naszą stronę.- Niemowy się z was stały?- podniósł trochę głos. Szczerze to pożałowałam wczorajszego wyjścia z domu. Oboje z Zanem patrzyliśmy w swoje szyby.- Słyszycie co do was mówię?- spytał.
- Co chcesz wiedzieć do cholery?! Nie masz co się martwić nie przeleciałem jej! Nie mam takiego zamiaru.- zaczął krzyczeć Malik. Josh zmroził go wzrokiem, a następnie obrócił się i ruszył. Dowiedział się to co chciał wiedzieć. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Mama w ogóle się nie odzywała. Wolała się nie odzywać. Gdy dojechaliśmy do galerii, wyszliśmy z auta i poszliśmy do środka. Najpierw weszliśmy do sklepu z garniturami. Zayn zaczął przymierzać różne garnitury. Ja usiadłam sobie przed sklepem. Nie za bardzo mnie interesowała jak będzie wyglądał ten idiota. Jak dla mnie mógł iść nawet w przebraniu klauna. Nie zrobiło by mi to dużej różnicy. I w tym i w tym wyglądałby jak debil, więc co za różnica. Po jakichś 10 minutach kupili wreszcie wyszli ze sklepu. Na szczęście kupili to co mieli kupić. Nie miałabym siły siedzieć następne 10 minut i na nich czekać. Weszliśmy do sklepu z sukienkami. Wybrałam kilka do przymierzenia. Włożyłam pierwszą i wyszłam pokazać się mamie i Joshowi.
- Wyglądasz jak dziwka.- skomentował Zayn. Spiorunowałam go wzrokiem. Miał szczęście że Josh tego nie słyszał. Chyba tego nie słyszał. Wróciłam do przymierzalni i włożyłam następną sukienkę. W tej nawet im się nie pokazywałam. Wyglądałam jak wielka dynia. Takie miałam pierwsze skojarzenie. Włożyłam trzecią. Ona również była kompletną porażką.
- Wszystkie trzy są okropne.- zawołałam do niech.
- Poczekaj chwile. Zaraz ci coś znajdę.- zawołała mama. Tak jak kazała tak zrobiłam. Po kilku minutach zasłona się odchyliła i Zayn podał mi sukienkę.
- Co ty byś beze mnie skarbie zrobiła?- zmarszczyłam czoło. Zrozumiałam że to on wybrał sukienkę. Może i była bardzo ładna, ale to w końcu on ja wybrał. Będzie miał satysfakcje że to jego zasługa. Włożyłam na siebie sukienkę. Spojrzałam w lustro. Naprawdę ładnie wyglądałam. Można powiedzieć że bardzo kobieco i zarazem słodko. Wyszłam z przymierzalni.
- I jak?- spytałam z lekkim uśmiechem.
- Seksownie, ale nie jak dziwka.- skomentowała najważniejsza osoba czyli Zayn.
- Zayn do cholery.- odezwał się cicho Josh. Jednak słyszał poprzedni komentarz. Kasjerka była trochę rozbawiona całą sytuacją. Nie dziwie jej się. Zresztą ja i Malik też się śmialiśmy. Mama była poważna. Czułam że w środku też jest rozbawiona. Kasjerka spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
- Pani chłopak ma dobry gust. Wygląda pani przepięknie.- skomentowała kobieta.
- Mówiłem kochanie. Wyglądasz ślicznie.- wypowiedział się mulat. Wróciłam do przymierzalni. Co za idiota. Ten dzień jest jedną wielką poraszką. Ściągnęłam z siebie sukienkę i zaczęłam się ubierać.- Jak będziesz potrzebowała pomocy w ubraniu się to mów. Wiesz że z chęcią ci pomogę.- już widzę minę Josha. Malikowi nieźle się oberwie w domu. To mi wystarczało.
- Poradzę sobie.- odpowiedziałam. Wyszłam z przymierzalni i poszliśmy do kasy. Mama z Joshem zapłacili za sukienkę i wróciliśmy do auta. Znowu całą drogę nie rozmawialiśmy. Gdy już byliśmy w domu ulżyło mi. Usiadłam w salonie na kanapie i włączyłam telewizor. Nie obyło się bez towarzystwa Malika.
- Przypomnij sobie kto ci wybrał sukienkę, a teraz pomyśl kto ją może z ciebie zerwać.- spojrzałam na Zayna. Oboje patrzyliśmy sobie w oczy. Na jego ustach widniał łobuzerski uśmiech.
- Pieprz się.- warknęłam i wstałam.
- Z tobą z miła chęcią.- usłyszałam cichy śmiech.
- Idiota.- wyszłam z salonu i poszłam do pokoju. Ja zwariuje z nim pod jednym dachem. On jest strasznie wkurzający i irytujący. Nie mogę się doczekać momentu w którym wreszcie zniknie z mojego domu. Wzięłam telefon do ręki. Miałam dwa nieodebrane połączenia. Sprawdziłam od kogo.  Oba były od Dana. Oddzwoniłam do niego.
- Hej kochanie!- przywitałam się z nim.
- Czemu nie odbierałaś?- spytał.
- Byłam na zakupach z rodzicami i zapomniałam telefonu.- wyjaśniałam.
- Chce się spotkać. Masz teraz chwile?
- No mam.- Dan był jakiś dziwny. Coś było nie tak.
- To przyjadę za chwile. Musimy pogadać.- rozłączył się. Usłyszałam że ktoś mnie woła. Wyszłam z pokoju i poszłam na dół. W salonie był Josh, mama i Zayn. Spojrzałam na nich pytająco.
- Siadaj.- powiedział ojczym. Wykonałam jego polecenie. Usiadłam obok Zayna. Spojrzałam na Josha. Mogłam się spodziewać czego będzie dotyczyła rozmowa.- Czy wy nie potraficie się normalnie zachowywać?- padło pytanie z jego ust.
- No przepraszam. To się więcej nie powtórzy. Prawda Zayn?- on tylko kiwnął głową. Nie chciało mi się słuchać kazań Josha, więc postanowiłam je skrócić. Josh pokręcił głową i wyszedł z pokoju. Mama usiadła pomiędzy nami.
- Moglibyście oszczędzić mu problemów. Jest pochłonięty pracą i pomaganiem mi przy weselu.- wstałam z kanapy i poszłam szukać Josha. Daleko nie musiałam iść. Stał przy blacie w kuchni. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
- Przepraszam.- szepnęłam. To były szczere przeprosiny. Stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek. Josh delikatnie się uśmiechnął.
- Też przepraszam.- usłyszeliśmy głos Zayna. Obróciłam głowę i zobaczyłam opartego o futrynę chłopaka. Odsunęłam się od Josha. Mężczyzna zaczął coś mówić. Spojrzałam na swoją rękę i zaczęłam panikować.
- Josh widziałeś moją bransoletkę?- spytałam szybko. Zaczęłam przeszukiwać swoje kieszenie. Nie pamiętam żebym ją ściągała.
- Nie.- odpowiedział.
- Cholera musiałam ją zgubić w sklepie.- powiedziałam drżącym głosem.- Muszę tam pojechać i jej poszukać.- już chciałam iść, ale zatrzymał mnie Josh.
- Sklep jest już zamknięty. Znajdzie się. Poszukać w pokoju. Może ją ściągnęłaś i zapomniałaś włożyć.- zaczęłam myśleć nad tym gdzie mogłam ją zostawić.
- Dzisiaj rano ją wkładałam. Gdy mierzyłam sukienki jeszcze ją miałam.- czuje się jakbym straciła cząstkę siebie. Rzecz dla mnie najcenniejsza na świecie nagle zniknęła. To uczucie jakbym straciła swoją osobowość lub duszę. Oczy mi się zaszkliły.
- Przecież to tylko głupia bransoletka.- skomentował mulat.

 *Oczami Zayna*

- Dla ciebie to głupia bransoletka, ale dla mnie cale życie.- Maggie z ojcem wyszli z kuchni. Pewnie poszli szukać bransoletkę, którą oczywiście miałem ja. Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem ją.
Nie rozumiem dlaczego ta bransoletka jest dla niej taka ważna. Przyjrzałem się jej dokładnie. Wyglądała jak zwyczajna bransoletka. Przewróciłem ją na drugą stronę. Dopiero teraz uświadomiłem sobie cały jej sens. Na odwrocie był wygrawerowany napis. Widać było że bransoletka ma swoje lata. Przejechałem palcem po napisie. Przybliżyłem przedmiot bliżej twarzy. Chciałem dokładniej widzieć napis. Zacząłem czytać treść: ,,Dla mojej kochanej Mags.’’ Kto tak do niej mówi? Carren? Josh? Dan? A może ta jej przyjaciółka Sandy? Mogę wykluczyć ojca i Carren. Nigdy nie słyszałem żeby ktoś użył tego zdrobnienia do niej. Zaciekawiło mnie kto tak do niej mówi. Kto podarował jej tą bransoletkę? To na pewno nie była byle jaka osoba. Gdyby ta osoba była jej obojętna nie załamała by się jej stratą. Szczerze mówiąc to mam wyrzuty sumienia że jej ją zabrałem. Nie wiedziałem że jest dla niej aż tak cenna. Zawołałem dziewczynę. Po chwili znalazła się w kuchni. Pokazałem jej bransoletkę. Maggie szybko podeszła i zabrała bransoletkę. Następnie włożyła ją na rękę.
- Skąd ją masz?- spytała pośpiesznie. Widać było że jej nastrój poprawił się. Jej oczy nie były we łzach, a raczej błyszczały. Twarz nie była przygnębiona tylko radosna. Usta nie były przez nią przygryzane, a lekko uśmiechnięte. Chyba ta bransoletka powinna jej częściej ginąć. Chodź by dla takiego widoku. Jeszcze nie odpowiedziałem na jej pytanie. Mam kłamać czy mówić prawdę? Jak powiem prawdę wkurzy się, a jak skłamie to raczej wszystko będzie ok. zdecydowałem że powiem prawdę. I tak się nie nawiedzimy, więc to chyba nic nie zmieni.
- Leżała na stole w salonie. Chciałem zobaczyć kiedy zorientujesz się że jej nie masz.- dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Czemu nie oddałeś mi jej od razu? Po jaką cholerę w ogóle ją ruszałeś?- wzruszyłem ramionami. Tak jak myślałem, wkurzyła się i to totalnie. Skoro już jest na tyle wkurzona, to chyba mogę użyć swoich gierek żeby jeszcze bardziej ją zdenerwować.
- Zło pięknu szkodzi.- cwaniacko się uśmiechnąłem. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Księżniczka bez słowa poszła do drzwi. Wyszedłem z kuchni i poszedłem na górę.

*Oczami Maggie*

- Wejdź.- zaproponowałam.
- Nie dzięki. To będzie krótka rozmowa.- wyjaśnił. Zdziwiłam się. nie mam pojęcia o co chodzi. Włożyłam na nogi białe conversy i wyszłam przed dom. Stanęłam naprzeciwko Dana.- Chce żebyśmy dali sobie trochę czasu. Od jakiegoś czasu nie układa nam się i dobrze o tym wiesz. Odpowiedz mi szczerze na jego pytanie. Ile razy pomyślałaś o mnie przez ostatnie dni? Może zadzwoniłaś do mnie, albo napisałaś smsa?- nie odpowiedziałam. Jeśli mam być szczera to nie myślałam o nim wcale. To cud że pamiętam jeszcze jego imię. Po kolacji z nim i jego rodzicami przestałam o nim myśleć. Gdyby on nie zadzwonił, ja pewnie bym tego nie zrobiła. Ciężko westchnęłam.
- Powiedz wprost to co chcesz powiedzieć. Wiem że nie chodzi tylko o to co powiedziałeś.- chwile się zastanawiał.
- Skoro chcesz. Zrywam z tobą. Nie czuje do ciebie tego co kiedyś. Zmieniłaś się. Jesteś teraz bardziej obojętna. Nie obchodzi cię to co się ze mną dzieje. Oboje się ze sobą męczymy, a szczególnie ja z tobą.- to zabolało. Jak on może tak mówić. To nie prawda.
- Przestań się okłamywać. Czemu nie powiesz mi wprost że się znudziłeś mną?- Dan westchnął.
- Proszę bardzo. Znudziłem się tobą. Zadowolona?- spytał. Odwróciłam się i wróciłam do domu. Trzasnęłam za sobą drzwiami i pobiegłam w stronę schodów.
- Cholerny dupek. Wszyscy faceci są tacy sami.- krzyczałam na cały dom. Wbiegłam do pokoju i znowu trzasnęłam drzwiami. Oparłam się o drzwi i spojrzałam na bransoletkę.- Tylko ty byłeś inny.- szepnęłam i delikatnie musnęłam skroń bransoletki. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza, która po chwili wylądowała na srebrze. Dwoma palcami starłam słoną ciecz z przedmiotu. Potem tylko przetarłam ręką policzek i położyłam się na łóżku. Przytuliłam miśka który zawsze jest przy moim łóżku. Kiedyś był biały, ale od dawna jest trochę poszarzały. Nie pozwalam go mamie prać. Chce żeby przypominał mi przeszłość. Po praniu straciłby swoją wartość. Byłby już zupełnie innym misiem. Nie tym samym , którego dostałam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Trochę tajemnic w tym rozdziale. Za niedługo wszystkiego się dowiecie. ;)

                                    CZYTASZ = KOMENTARZ = KOLEJNY ROZDZIAŁ